Create your VOD platform

To earn money with sharing your

tips
courses
webinars
tests

Scroll down for more

mouse arrow
blog

Spontaniczność, autentyczność i profesjonalizm – jak pogodzić je w internetowym video marketingu?



Przed dziesięcioma laty, przedsiębiorca i publicysta Andrew Keen przedstawił następującą tezę: blogi internetowe i serwisy takie jak YouTube czy MySpace zabijają jakościową kulturę [1]. Dlaczego? Ponieważ, zdaniem Keena, na łamach mediów Sieci 2.0 publikować może każdy. Wystarczy tylko, że potrafi to robić i zechce upublicznić swoją opinię, twórczość lub wiedzę. W ten sposób profesor posiada w internecie podobną siłę przebicia co uczeń szkoły średniej. Teoretycznie zrodziło to idealne warunki dla wolności twórczej, wyłaniania nowych talentów. Z drugiej jednak strony dawało pole do popisu dla „nieuków i ignorantów”, osób uzurpujących sobie prawo do wypowiadania się na tematy, o których nie mają pojęcia i do których poruszania nie mają kwalifikacji.

Web 2.0 dziesięć lat temu

Dlatego też Andrew Kenn określał rozwój blogów, vlogów i innych oddolnych centrów twórczości w internecie mianem „kultu amatora”. Amatora, czyli przeciwieństwa profesjonalisty. Wiąże się to także z istnieniem dwóch specyficznych kultur uczestnictwa w Internecie. Różnicę pomiędzy nimi dostrzeżemy kiedy np. porównamy ze sobą wideo stworzone przez wykwalifikowanego autora z internetowej redakcji oraz paroletni filmik na YouTube wykonany przez przypadkowego amatora pasjonata.

Wideo w internecie staje się profesjonalne, ale brakuje mu autentyczności

W chwili obecnej teza dotycząca kultu amatora staje się jednak w dużej mierze nieaktualna. Internetowi twórcy technicznie i merytorycznie dorośli bowiem do dostępnych im narzędzi publikacji. Część sieciowej widowni jest z kolei skłonna płacić za jakościową, ekspercką wiedzę, aby nie musieć wyławiać jej z niepewnych, darmowych treści. W samym tylko serwisie YouTube coraz częściej mamy do czynienia z profesjonalizującą się w formie i treści, dojrzałą produkcją (ciekawego wywiadu na ten temat udzielił Jacek Gadowski). Zdarza się też, że do telewizji i redakcji internetowych, a nawet kanałów YouTube, dołączają doświadczeni dziennikarze i specjaliści z tak zwanych „starych mediów” (niedawno swój kanał na YT otworzył Filip Chajzer). Takie nowe firmowe kanały wideo tworzone są wręcz od podstaw, czego efektem są mniej lub bardziej udane próby pogodzenia internetowej spontaniczności z prasowym profesjonalizmem.

Wideo jako produkt czy efekt pasji?

Z pewnością w pełni profesjonalna produkcja internetowych filmików może okazać się sukcesem. Nad „odcinkami” takich youtubowych serii pracuje czasem cały zespół. Ktoś odpowiada w nim za scenariusze, a ktoś inny za stronę techniczną i montaż obrazu i dźwięku. Czasem organizuje się nawet castingi na prowadzących programy.

I o ile taki model twórczy okazuje się często skuteczny i można zarobić na nim realne pieniądze, o tyle jego efekty mogą sprawiać wrażenie sztucznego produktu marketingowego. Tego typu wykalkulowanym materiałom często brakuje po prostu autentyczności i mimo starań twórców, widać wręcz, że nastawione są one na jeden cel – komercyjny sukces. Naturalnie nie ma nic złego w oczekiwaniu na zwrot z inwestycji, ale w czasach profesjonalizującego się YouTube’a to właśnie pewna doza autentycznej i widocznej pasji staje się wartością dodaną do dopieszczonej warstwy technicznej i merytorycznej (w początkach YouTube’a wyglądało to zgoła odwrotnie). Zresztą taki autorski sznyt np. w montażu filmów, który wyróżnia materiał na tle innych formatów, pasuje idealnie do medium internetu.

A może jedno i drugie?

Powstaje więc dylemat - czy podejść do tematu video marketingu "nowocześnie", profesjonalnie, jak do produktu tworzonego od podstaw, korzystając z pomocy agencji i specjalistów, czy zdecydować się na więcej spontaniczności np. zapraszając do współpracy znanego już w branży YouTubera, który z biegiem lat sprofesjonalizował się w internetowym środowisku, rozumie je i jednocześnie realizuje swoje materiały rzetelnie oraz z zaangażowaniem. 

Nie jest łatwo pogodzić autentyczność z profesjonalizmem

Problem ten nie istnieje w momencie kiedy realizowany materiał po prostu musi być profesjonalny i nie ma w nim miejsca na „spontaniczność”. Opytamalna strategia video marketingu w internecie będzie zależeć właśnie od tematyki i kierunku jakie dana firma chce obrać. Przykładowo, parę miesięcy temu oficjalny kanał YouTube należącego do Agory serwisu www.Sport.pl został „przejęty” przez popularnego wśród fanów piłki nożnej YouTubera. Twórca ten nie tylko zaczął prowadzić firmowy kanał, ale najwyraźniej dostał też wolną rękę jeśli chodzi o całość produkcji. W jego pracy czuć pasję i autentyzm, a internauci potrafią to docenić. W końcu mówca charyzmatyczny sprawdza się częstokroć lepiej niż ten, który posługuje się merytorycznymi argumentami, ale bez widocznego zaangażowania. Nowy gospodarz sport.pl na YouTube świetnie rozumie to medium, potrafi wstrzelić się w panujące aktualnie trendy i nadaje swoim materiałom luźną formę. Za tą spontanicznością idzie też naturalnie spora wiedza na temat piłki nożnej, a więc i nabyty z czasem profesjonalizm w internetowym wydaniu. Liczba subskrybcji kanału sport.pl od jego "przejęcia" w marcu 2017 roku wzrosła z około 22 tys. do ponad 72 tys użytkowników.

Należy jednak zauważyć, że takie spontaniczno-profesjonalne podejście do prowadzenia programów w internecie nie sprawdzi się w każdym przypadku. Jeśli chodzi jednak o sport, oparty w dużej mierze na zaangażowaniu emocjonalnym, działa to idealnie. Niestety w wielu sytuacjach próby połączenia improwizowanej autentyczności z profesjonalizmem kończą się produkcją sztucznych i wymuszonych materiałów (co z kolei potrafi być wręcz żenujące).

Jak robić to dobrze i profesjonalnie? Oto przykłady

Swego czasu na kanale banku Millenium w serwisie YouTube pojawiała się seria filmów popularnonaukowych z udziałem Radosława Kotarskiego. To kolejny przykład wykorzystania popularnego w sieci YouTubera do promocji firmowego kanału wideo (Radek znany jest ze swojej cenionej przez internautów serii Polimaty). Podobną współpracę podjął kiedyś Krzysztof Gonciarz realizując serię programów „Do pierwszej pracy” dla banku Credit Agricole. Materiały pojawiały się zarówno na kanale YouTube Krzysztofa jak i na oficjalnym kanale banku. Tego typu przedsięwzięcia to coś więcej niż tylko akcje sponsorowane. To oddanie kanału marki w ręce kogoś kto po prostu zjadł na YouTubie zęby.

Czasem wystarczy dobre przygotowanie 

Na koniec warto wspomnieć o przykładzie kampanii stricte video marketingowej. Chodzi o promocję telewizorów Smart TV Samsunga, w której wystąpił kolejny znany z YouTube’a twórca - Jakub „Dem3000” Dębski. Omawiane materiały reklamowe wyglądały na mocno zakorzenione w popularnej w internecie, komediowej twórczości Dema. Dzięki temu okazały się autentyczne i zdobyły poklask widowni. Można by wręcz spodziewać się, że to właśnie Dem odpowiadał za całą produkcję. Tymczasem praktycznie w całości była ona owocem pracy agencji reklamowej, która po prostu dobrze wykonała swoją robotę.

Dlatego też w internecie tak ważne jest opanowanie trudnej sztuki „zarządzania spontanicznością”, szczególnie w przypadku łączenia jej z profesjonalną produkcją. Z kolei w niektórych przypadkach nie warto chodzić na trudne kompromisy. Lepiej postawić albo na skrajny profesjonalizm w treści i formie albo na luz i internetową autentyczność.

[1] Keen, Andrew. 2007. Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę, Warszawa: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne.

Autor: Jakub Mirek

Zapisz się i otrzymuj od nas informacje o nowościach oraz podpowiedzi z zakresu tworzenia i zarządzania swoją platformą VOD!

security

Twoje dane są bezpieczne. Nie udostępniamy Twojego adresu e-mail,
wykorzystujemy go tylko i wyłącznie do komunikacji w sprawie platformy myVOD.io!

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Czytaj więcej...

Akceptuję